“Krwawiący diakoni, czyli jazda figurowa na lodzie...”

 

Niemal w każdej grupie AA znajduje się gość, który z zasady jest na „nie”. Bardzo często są to przyjaciele z dużym „stażem”

Aowskim, „oczytani” w programie, a nawet pełniący w przeszłości służby i to na wysokim szczeblu, jak sami to lubią podkreślać przy każdej okazji. Ich „nie” wynika z tego prostego powodu, że przecież oni wiedzą lepiej, a gdzie tam lepiej! Najlepiej! Czasami, a nawet często, udaje im się zgromadzić wokół siebie grupki potakiwaczy, których przyciąga liczba „trzeźwych” lat diakona, ale też i brak własnego zdania, a jeszcze bardziej strach przed jego wypowiedzeniem, lepiej skryć się za plecami kogoś pewnego siebie. Byłem na mitingach kompletnie zdominowanych przez takie diakonaty, i odniosłem wrażenie, że z AA nie miało to nic, albo niewiele wspólnego. Czytano oczywiście preambułę, kroki, tradycje, obietnice, ale na tym podobieństwa ze Wspólnotą się kończyły.

Na pewno każdy z was na takim mitingu kiedyś był i z jakimś długo trzeźwym guru się spotkał. Bogu dzięki nie dotyczy to wszystkich naszych spotkań, ale problem jest na tyle aktualny, że może warto o tym pisać.

Felek alkoholik (serdecznie pozdrawiam! ) powiedział kiedyś, że Wspólnota musi się wypalić w dobrym piecu, aby okrzepnąć, tak jak dobra porcelana! Tak było na samym początku powstawania naszego ruchu, popełniano wiele błędów, szukano trochę po omacku, sam Bill W. miał wiele wpadek, choćby z zachowaniem anonimowości itd, itp.

W końcu jednak udało się wypracować formułę dwunastu tradycji i na Pierwszym Międzynarodowym Kongresie w Cleveland, w 1950 tym roku, została ona przyjęta przez całą Wspólnotę AA.

My mamy podane już na tacy: jak zdrowieć – 12 kroków, jak zachować jedność – właśnie 12 tradycji i jak służyć, czyli 12 koncepcji. Trzy nasze legaty zostały opracowane, dopieszczone i wypalone w martenowskim piecu!

Są jednak ludzie, którzy z tej dobrze wypalonej porcelany nie chcą korzystać, bo ich „musztardówki” (niech młodsi wiekiem przyjaciele zapytają starszych do czego one służyły...) są lepsze, mocniejsze no i sprawdzone na froncie trzeźwości czy może abstynencji przez długie lata!

No i niech sobie oni z tych musztardówek piją, tylko niech nie namawiają do tego innych, szczególnie nowych, zaczynających swoją przygodę z AA! Mój sponsor powiedział na warsztatach kroków  , że na mitingu można zabić drugiego słowem. Otóż można! Gdy na spotkanie wchodzi spóźniony, zalękniony gość, przysłany spod konfesjonału (mamy „sztamę” z Ojcami, podsyłają nam potrzebujących pomocy), pierwszy raz słyszał o AA, a prowadzący spotkanie mówi mu że to miting zamknięty i facet wychodzi, to można zabić!! Gdy przyjaciel z kilku tygodniową abstynencją słyszy, że Wspólnota nie jest od tego, aby komuś dawać nadzieję a sponsor to jakiś wymysł i nie dotyczy AA, to można zabić!!

Autorami takich „porad” są właśnie ci co wiedzą wszystko najlepiej i nie wyciągają oni pomocnej dłoni do potrzebujących

Przyjaciół, bo w tej dłoni trzymają musztardówki pełne podejrzanego płynu o zabarwieniu fałszywej dumy, urazy do całego świata i często zwykłej głupoty.

 Może zapomnieli oni, że grają w drużynie hokejowej i zamienili hokejówki na figurówki...Wspólnota AA to jedna wielka drużyna, w której jedność jest najważniejsza i nie mówi o tym tylko pierwsza tradycja. Właściwie każda z dwunastu tradycji przypomina nam o poświęceniu własnych ambicji dla wyższego celu i skoncentrowaniu się na niesieniu posłania przyjaciołom, którzy jeszcze cierpią. Nie można grać w hokeja mając łyżwy figurowe na nogach! Grozi to upadkiem takiego zawodnika, a już na pewno naraża go śmieszność i w końcu odrzucenie przez resztę drużyny. Wystarczy jak taki diakon nie będzie miał dla kogo tańczyć, bez publiki jego występy stracą sens i albo zmieni łyżwy i będzie w drużynie, albo będzie kręcił piruety gdzieś w rogu lodowiska przez nikogo nie zauważony, co najwyżej z pobłażliwością kątem oka obserwowany.

Lodowisko jest dla wszystkich i nie można tym co mącą pokazać czerwonej kartki, bo każdy ma prawo na miting przyjść, ale jeśli padają słowa, które mogą zagrażać trzeźwości drugiego alkoholika, to ja mam obowiązek na nie reagować.

Na początku mojego trzeźwego życia reagowałem na tego typu sytuacje bardzo spontanicznie i gwałtownie, dopiero później mój sponsor podpowiedział mi, że mam to robić z miłością (łatwo powiedzieć, wtedy pomyślałem!) i kazał mi podkreślić na stronie 57 ej Wielkie Księgi zdanie: „To jest chory człowiek, w jaki sposób mógłbym mu pomóc? Boże chroń mnie od uczucia gniewu. Bądź wola Twoja”.

Jeden z krwawiących diakonów ciągle jeszcze swoje piruety na mitingach kręci, ale ja już patrzę na niego tylko kątem oka i codziennie modlę  się za niego, aby te figurówki w końcu zdjął, czego wszystkim aowskim łyżwiarzom figurowym życzę!

Pozdrowienia, Czarek alkoholik.