Spikerka Tadeusza na temat Pierwszej Tradycji AA

         Grupa „Życie w trzeźwości” Trenton.

"Nasze wspólne dobro powinno być zawsze na pierwszym miejscu;

powrót do zdrowia każdego z nas zależy od jedności AA."

Jedność w AA jest najcenniejszą wartością naszej wspólnoty i tylko od niej zależy nasze życie. Bez jedności zamiera wolność indywidualna a jednocześnie wspaniała jedność. Ta jedność bardzo zależy od nas i od tych którzy przychodzą. Gdy nie będziemy trzymać się razem to wspólnota umrze, bez naszej jedności AA przestałoby istnieć. Pozostalibyśmy pogrążeni w samotności, obwiniano by nas o jej rozpad. W naszej wspólnocie liczy się każdy pojedynczy człowiek, nikt nie jest przez nikogo zdominowany, grupa nie naciska na żadnego ze swoich członków, nie może doprowadzić do rozłamu i podziału.

Z mojej strony staram się, aby ta jedność umacniała się. Nie osądzam, nie krytykuję, nie zajmuję się innych, lecz własnym rozrachunkiem moralnym.

Żadna wspólnota na świecie nie otacza równą naszej troską każdego z jej członków i żadna nie strzeże równie dobrze praw jednostki do niezależności myśli słowa i czynu. Żaden Anonimowy Alkoholik nie może zmusić drugiego do czegokolwiek. Nikt nie może być karany ani wykluczany ze wspólnoty. Wszystkie 12 Tradycji strzegą naszej jedności, nie ma żadnych nakazów, nie ma takich słów jak „zrób to”  lub  „musisz „ . Stosowane są słowa: „przekonaj się”, „przychodź jak ci się spodoba i gdy będziesz chciał” Uświadomią Ci one, że tutaj jest Twoje miejsce i ze tutaj otrzymasz pomoc.

Każda tradycja spełnia określone cele. Bez pierwszej tradycji pozostałe nie będą możliwe do zrealizowania. To jest słuszne, bo bez jedności i dbania  o wspólne dobro AA nie przetrwa.

Tradycja Pierwsza jest instrukcją na całe moje życie, nie tylko we wspólnocie, ale tez w rodzinie życiu prywatnym czy zakładzie pracy. Brak tradycji  zwłaszcza pierwszej był zasadniczym powodem  rozpadu poprzedniczek wspólnoty AA. Mam na myśli towarzystwo im. G. Washingtona oraz Grup Oxfordzkich, zatraciły one główny cel: pomoc alkoholikom. Powstały wewnętrzne rozłamy, brakowało jedności a wspólne dobro ustąpiło miejsca własnym ambicjom.

Mogę stwierdzić, że pozostałe tradycje są strażnikami  tradycji pierwszej. Jedność i wspólne dobro są na pierwszym miejscu. Potrzebna jest do tego pokora i tolerancja. Realizować własne ambicje można tylko wtedy, gdy są one zgodne z dobrem wspólnoty, gdy tego nie ma trzeba ambicje pohamować.

Mimo że nie wszystkie decyzje sumienia mojej grupy podobają mi się muszę pamiętać, że sumienie grupy to głos Siły Wyższej  i nie ja jestem najważniejszy.

Tradycja pierwsza z jednej strony uczy, że w jedności siła a zgoda buduje a z drugiej strony potrafi okiełznąć moje wady.

Oczywiście jak wszędzie tak i w AA zdarzają się też spory. Jesteśmy przecież tylko ludźmi, ale zawsze należy przyjąć postawę pojednawczą, w razie potrzeby rozjemczą  nie wciągać się w polemiki i dyskusje, które i tak do niczego dobrego nie doprowadzą, nie wolno zaogniać konfliktu.  

Kiedy pierwszy raz spotkałem się z AA byłem zaskoczony swobodą wypowiedzi, opowiadaniem swoich historii. Zastanawiałem się po co ktoś ma znać moją przeszłość, byłem zaszokowany.

Dopiero po dość długim czasie  przekonałem się, że wspólnota ma niezwykłą jasność celu, ogromną moc oddziaływania i to mnie ogromnie do AA zbliżyło. Nikt mnie nie osądzał, nie uczył jak mam postępować, grupa nie zmusza mnie bym robił coś wbrew mojej woli. Zostałem ze względu na te wartości.

W grupie  wspólne dobro jest stawiane na pierwszym miejscu i to właśnie trzyma nas wszystkich razem. Każdy sam osobiście  bez żadnego nacisku podporządkowuje się regułom dzięki którym może powrócić do zdrowia. Nasze życie jest uzależnione od przestrzegania duchowych zasad wspólnoty. Jeżeli zbyt daleko od tych zasad odejdziemy zostanie się skutecznie ukaranym, pogrążymy się w nałogu i w konsekwencji doprowadzi to nas do śmierci. Ja Tadek alkoholik tak na początku myślałem; pochodzę trochę na mityngi i posłucham, jak to można kulturalnie pić, ale do niczego to nie doprowadziło, bo nie rozumiałem o czym mówią inni w tym czasie bujałem w obłokach dopiero później coś do mnie dotarło. Długo później dostrzegłem w tych zasadach sposób na życie. Nowe życie zaczęło mi się podobać, zasady AA doprowadziły mnie do takiej zmiany, wiem teraz że tego dla siebie zatrzymać nie mogę i muszę się tym podzielić z innymi alkoholikami, którzy wciąż jeszcze cierpią i nie mogą nigdzie znaleźć ratunku. Wiem, że jeżeli nie podzielimy się z nimi tymi darami to ani ja, ani nikt inny we wspólnocie AA nie przetrwa.

Oczywiste jest, że istnienie grupy jest nieodzownym warunkiem przetrwania każdego z nas. Tradycja pierwsza przypomina mi, że moje zdrowienie nie jest moją zasługą ani moim dziełem, że nie ja nim kieruję. Umieszczenie na pierwszym miejscu naszego dobra uczy nas by nie wcielać się w rolę uzdrowiciela, gdyż nadal jesteśmy pacjentami. Dodam, że gdyby nie program prawdopodobnie już bym nie żył. Niewielu alkoholikom udało się wyzdrowieć bez pomocy grupy, bez jedności nie mógłbym codziennie zdrowieć. Odnoszę wrażenie i nabieram takiego przekonania, że stanowię cząstkę cudu który jest dziełem Boga (jakkolwiek Go pojmuję) . Bill i Bob pracując razem pokazali, że cała wspólnota jest dla każdego i dla wszystkich razem.

 Coś z historii: gdy zakładano wspólnotę AA największym problemem było, jak współżyć i współdziałać, przecież nie brakowało owładniętych ambicjami jednostek, walka o władzę prestiż i bogactwo niszczyła całe narody, nawet największym tego świata nie udawało się osiągnąć pokoju i harmonii. Więc cóż można było uczynić z gromadką zabłąkanych alkoholików?

Na początku tworzenia wspólnoty AA jej członkowie  walczyli i modlili się o własne wyzdrowienie, podjęli tez gorliwe starania by znaleźć  zasady,  dzięki którym cała wspólnota AA mogłaby przetrwać. My jesteśmy już w dużo lepszej sytuacji, bo już te zasady mamy, nie musimy o to walczyć, a tylko stosować się do tych zasad. Czynią one nas zdrowymi i dobrymi ludźmi. Bądźmy wdzięczni naszym poprzednikom, którzy z wielkim trudem to wypracowali  .  po przejściu licznych doświadczeń wykute zostały zręby naszej wspólnoty.

Przytoczę teraz fragment z książki 12/12: jest to historia Eda Rickenbackera i jego towarzyszy po katastrofie lotniczej nad Pacyfikiem. Podobnie jak my, cudownym trafem uszli z życiem, ale wciąż jeszcze ich tratwa była otoczona groźnym bezmiarem oceanu. Jakże dobrze zdawali sobie sprawę z tego, że ich wspólne dobro jest najważniejsze. Nikt nie mógł domagać się  większej porcji chleba czy wody. Każdy musiał mieć wzgląd na innych. Wszyscy wiedzieli, że musza znaleźć prawdziwą siłę w niezachwianej wierze. I znaleźli ją w stopniu, który pozwolił im znieść każdą próbę wytrzymałości ich kruchej tratwy, przetrwać wszystkie chwile niepewności, bólu, strachu, desperacji a nawet śmierć jednego z nich.

Podobnie jest ze Wspólnotą AA. Dzięki wierze i pracy zdołaliśmy budować na fundamencie  naszych niezwykłych doświadczeń naszą wspólnotę.  doświadczenia te  żyją dziś nadal w Dwunastu Tradycjach Anonimowych Alkoholików. Tradycjach, które - z Bożą pomocą – będą nas utrzymywać w jedności tak długo, jak tylko Bóg będzie nas potrzebować.

                                           Tadeusz