HISTORIA GIENI

Moja historia jest banalna. Wielodzietna rodzina, Ja najstarsze dziecko 

wiecznie awanturującego się i pijanego ojca, mającego żal i pretensje do wszystkich o swoje zmarnowane lata. Z domu rodzinnego wyniosłam ogromny głód miłości, spokoju i bezpieczeństwa, fakt ten przyspieszał szybkie usamodzielnienie.

Jedna szkoła, druga, wreszcie praca, własne pieniądze i wolność.  Nowe środowiska sprzyjały powstawaniu sytuacji do picia z okazji i bez okazji. Pierwsze niepowodzenia i szpile zazdrości, zakompleksionej dziewczyny ze wsi cudownie rozpływały i rozwiązywały się po kielichu, szklance wina czy butelce piwa. Spotkanie faceta życia, który pił jak całe ówczesne towarzystwo, zamieszkanie w nowym środowisku (gospodarka), narastające kłopoty finansowe pogłębiały moje uzależnienie, którego według mojej opinii nie było. Dzieci rosły, problemy też, ślubny również pił zaczął też bić, rozpacz z każdego kąta. Przyszedł czas, kiedy dzieci odeszły z domu w poszukiwaniu lepszego życia, ale nie zapomniały o mnie. Przyjechałam do UK (warunkiem dzieci było odejście od ich ojca), pracę miałam załatwioną. Pospłacałam wszystkie zobowiązania i zaczęłam wypłacać sobie 'bonusy' najpierw weekendowo, potem stały się codziennością z coraz większą ilością alkoholu. Samotność w domu pełnym ludzi jeszcze bardziej mnie rozsypywała. za każdym razem, dół był głębszy, a wydostawanie się z niego coraz trudniejsze z kacami fizycznymi i cierpieniem moralnym nie do zniesienia. Użalanie cudnie mi wychodziło, ale.... to nie ta droga. Ratunek przyszedł od Moich Dzieci trochę brutalny, ale z prawdziwą miłością ... skuteczny. Mój pierwszy miting 28.05.2011 w Manchester III pokolenia dziewczyn jednej rodziny. Fascynacja atmosferą jej spokojem, szczerością i faktem, że wreszcie jestem w gronie osób, które mnie rozumieją, a Ja Ich.   WOW.  Usłyszałam pokochaj siebie, to mi pasowało, ale wiedzieć to jedno, zacząć robić to już mega wyzwanie. Chodziłam na mitingi, słuchałam zachłannie, podziwiałam i karmiłam się tymi historiami a po czasie doszłam do wniosku, że zaczyna mnie nudzić i drażnić wszystko i wszyscy. Zaczęłam wagarować chodzić nieregularnie na spotkania po ponad roku przyszło opamiętanie przecież nie robię tego dla nikogo tylko dla siebie. Wróciłam i zaczęłam uważniej słuchać i słyszeć co inni mówią. Nie wszystko mi się zgadzało TE niespójności i niedomówienia wparowały w MOJE królestwo bezpieczeństwa i spokoju z podwójną dawką nieufności i strachu.  Nadzieja na lepsze jutro, o której słyszałam na każdym mitingu Program 12 Kroków zaczęła się oddalać. Moja ośla natura, która usłyszała tu, zobaczyła tam wyciągnęła swoje błędne wnioski, trzymając mnie na wodzy niepewności. Nie pomagały w tym też, różnego rodzaju naciski do wejścia na program czyniąc mnie jeszcze bardziej nieufną, ponieważ nauczyłam się już, że cokolwiek zagrozi mi lub moim bliskim w bezpiecznym i spokojnym teraz życiu za żadne skarby w to nie wejdę. Za żadne skarby TEŻ nie chciałam się cofnąć na poprzednią drogę. Jednocześnie czułam się coraz bardziej Pusta, dzieci szczęśliwe tylko Ja warcząca na wszystko, coraz bardziej samotna i rozdarta emocjonalnie w domu kochających dzieci i rodziny. Dostrzegałam coraz więcej ludzi szczęśliwych we wspólnocie, ale też i zrozpaczonych tak jak Ja.  Zadających sobie pytania, na które wtedy absolutnie nie znaliśmy odpowiedzi, A BYŁA TAKA PROSTA ONA BYŁA WE MNIE. Pokochać siebie nie zrozumieć, akceptować ludzi, miejsca i zdarzenia, religię zamienić na wiarę. Przyswoić sobie fakt, że wierzyć w Boga to nie to samo co zawierzyć Bogu.

Jedynym autorytetem jest Bóg, który zwraca się do mnie: Czekam abyś wypełniła moją wolę.

Drugim autorytetem jest Alkohol dotychczasowy władca a on uprzedza: Jeśli nie będziesz wypełniała woli Boga to cię zabiję.

Doświadczenia dają mi najwięcej bezcennych lekcji... a za nimi skromnie podąża mądrość. Właśnie Ona rok temu powiedziała do mnie w końcu Czas Unieść Dupę moja droga i tak zaczęłam przygodę z Programem 12 Kroków, który widziałam jak " Drogę do Piekła" a okazał się "Schodami do Nieba". Musiałam sama przed sobą stanąć w prawdzie i z całą uczciwością jaką czułam na ówczesny moment rozliczyłam się z Przeszłością. Zaczęłam żyć według zasady, żeby zawsze we wszystkich moich poczynaniach spełniać wolę Boga jak tylko potrafię najlepiej z Pokorą i całą Akceptacją wyłączając chora głowę, którą kocham, ale ONA komplikuje MI proste sprawy a JA pokochałam Prostotę. Przebiłam się przez burzowe chmury by ujrzeć wreszcie piękno ziemi oraz dostrzec i zaakceptować siebie i ludzi takimi jakimi są.

Jestem alkoholiczką mam na imię Gienia.