Przekroczyć własne marzenia.

Kiedy Przyjaciel zaproponował mi kandydowanie na współprowadzącego warsztaty Tradycji, dla polskiego AA w USA to się… przestraszyłem. Nigdy nie przypuszczałem, że coś takiego może nastąpić. Obawiałem się, że nie dam rady a przy okazji okazało się, że mam tysiąc innych (prawdziwych i urojonych) problemów. Tak to czasami bywa, że otrzymać szansę to jedno a wykorzystać ją to drugie. Kiedy Przyjaciel zauważył moje wahanie powiedział mi coś takiego: „Chciałbym cię zaproponować intergrupie, bo poznałem cię jeszcze w Szkocji. Wiem jaką masz wiedzę i jak pracujesz. Masz praktykę, jeździsz tu i ówdzie. Moim zdaniem będziesz się do tej roli świetnie nadawał.” Wyraziłem zgodę, ale na około 6 tygodni przed decyzją intergrupy o wyborze prowadzących wycofałem swą kandydaturę. Przeprosiłem Przyjaciela i odetchnąłem z ulgą. Niestety była to pozorna ulga. W głowie zaczęła się istna gonitwa sprzecznych myśli, do tego stopnia, że miałem zaburzony sen - a dnie całe towarzyszyła mi emocjonalna huśtawka. Przyjaciel nie nalegał, jednak na dwa dni przed spotkaniem intergrupy, zapytał czy nie byłbym skłonny zmienić zdanie. Zmieniłem! Sam byłem zdziwiony, że bez żadnego oporu zgodziłem się kandydować. Kiedy otrzymałem gratulacje w związku z wyborem na prowadzącego warsztaty zdałem sobie sprawę z tego czego się bałem. Bałem się tego, że mogę nie być wybrany, bałem się rozczarowania! Zawsze marzyłem, aby pojechać do Stanów. Później przestałem. Uważałem to za rzecz nieosiągalną, więc odpuściłem. Nigdy bym nie przypuszczał, że to dzięki Wspólnocie AA i jej programowi będę zawdzięczał taką przygodę. Zabrałem się do pracy. Dla prawdy historycznej podaję, że zapraszającym była Polskojęzyczna Intergrupa Anonimowych Alkoholików Wschodniego Wybrzeża USA. Temat warsztatów: „Zdrowienie, Jedność, Służba -Duchowe Legaty AA.

Do Nowego Jorku przyleciałem z żoną i jeszcze jedną z uczestniczką warsztatów z Anglii. Po około ośmiogodzinnym locie przywitał nas 15 stopniowy mróz. Przyjaciel odebrał nas na lotnisku i zaopiekował do ostatnich chwil pobytu w USA. Przed warsztatami zapoznałem się z rzecznikiem zapraszającej intergrupy oraz obecnymi w jego domu Antosiem współprowadzącym te warsztaty oraz z Irenką z Akron, która przyjechała do NJ prowadzić warsztaty Al-Anon. Nigdy wcześniej nie prowadziłem z Antkiem warsztatów i musieliśmy omówić parę kwestii. Nie było to trudne. Mieliśmy do siebie zaufanie. Przynajmniej ja je miałem, bo wiedziałem, że Antoni nie jest tutaj pierwszy raz. Antoni to były delegat narodowy wspólnoty AA w Polsce. Miałem wrażenie, że mi udzielono sporego kredytu zaufania. Nie ukrywam, że byłem bardzo spokojny. Od podjęcia decyzji o tym, że będę prowadzącym - do przyjazdu do USA, minęło 4 miesiące. Był to naprawdę bardzo pracowity czas. O Irence wiedziałem sporo, ale nie miałem okazji poznać jej wcześniej. Irenka była dla mnie niezwykle intrygującą osobą a historie opowiadane w związku z nią były pasjonujące.

W dniu przyjazdu, w piątek do Amerykańskiej Częstochowy, miejsca docelowego organizacji warsztatów, po rozlokowaniu się zjedliśmy smaczną kolację. Następnie odbyło się spotkanie otwierające a po nim mityng: „Dwanaście Kroków AA w moim, codziennym życiu”. Później, już w kuluarach odbyło się to, co najczęściej się dzieje przy takich wydarzeniach „Alkoholików nocne rozmowy”. Były niezwykle interesujące, jednak przez około godzinę miałem wrażenie, że nie możemy dogadać się w żadnej kwestii. Różnica zdań była duża a towarzyszące emocje ledwie trzymane w ryzach. Byliśmy, jednak dla siebie uprzejmi i otwarci co przyczyniło się do obniżenia temperatury spotkania. Nie po raz pierwszy takie spotkania mówią mi więcej niż rozmowy czy prezentacja swoich oficjalnych stanowisk. Czułem ogromne podekscytowanie, bowiem w tematach, które poruszaliśmy czułem się dobrze i miałem wyrobiony punkt widzenia. Jedyny problem to przedstawienie tego punktu w sposób jasny tak aby był zrozumiały dla wszystkich. Oczywiście, że nie jechałem do naszych sióstr i braci z gotowymi receptami co i jak mają robić. Jechałem jako sługa, który tę służbę chciał wykonać najlepiej jak potrafi, pamiętając przy tym, aby łączyć, a nie dzielić. Okazją do takiego łączenia był list napisany do uczestników warsztatów przez naszą rzecznik Regionu Mariolę. W sobotę, zaraz po otwarciu pierwszego panelu, ten list został odczytany przez jednego ze służących intergrupy. Z Antosiem, już wcześniej ustaliliśmy, że będą to interaktywne warsztaty. Chcieliśmy, aby uczestnicy tych warsztatów od początku byli aktywni nie tylko w słuchaniu, ale także w wypowiadaniu się. I tak też się stało. Z każdą, upływającą godziną kochałem i rozumiałem ich coraz bardziej.

Sobota była bardzo pracowita, bo program napięty. W dodatku czas, który mógłby być dla wielu czasem wolnym zapełniłem dla zainteresowanych informacjami o regionie AA Europa. Nie spodziewałem się, że aż tylu chętnych będzie chciało posłuchać o najmłodszym regionie wspólnoty. Kiedy opowiadałem o początkach naszego regionu, o emocjach temu towarzyszących, o poświęceniu wielu, często zapomnianych ludzi czułem, wręcz fizycznie jak bardzo się z tym utożsamiają. Od czasu do czasu pokazywałem slajdy z omawianymi informacjami. Istotną sprawą było dla mnie to, aby mówiąc o duchowych Legatach mówić także o Koncepcjach. Ten temat, od jakiegoś czasu niezwykle inspiruje. Uczestnicy spotkań nie zawsze chcą o tym słuchać. Dlatego omawiając poszczególne Tradycje pokazywałem ich związek z Koncepcjami. W niedzielę mieliśmy panel pod tytułem: „12 Koncepcji w Służbie.” Ci co nie wyjechali wcześniej wstawili się licznie. Na tle omawianych Koncepcji zarysował się ważny, inny temat. Dotyczył on szeroko rozumianego bezpieczeństwa na mityngach czy spotkaniach roboczych. Wychodziły też i inne problemy, ale okazywało się, że jest i na nie odpowiedź w naszym programie. Muszę tu podkreślić jak ważnym czynnikiem było doświadczenie i wiedza Antka. Doświadczenie, także w uwypukleniu duchowych aspektów czasami wydawałoby się technicznych „drobiazgów”. Pozwalało to nam na robieniu tego w czym czuliśmy się najlepiej.

Na zakończenie, przed obiadem odbyło się: „Podsumowanie Warsztatów. Refleksje osobiste uczestników.” Poprosiliśmy uczestników o wskazówki dotyczące naszej pracy. I nie chodziło nam, bynajmniej o laurki. Na koniec odmówiliśmy w kręgu „Ojcze nasz” i udaliśmy się na obiad. Po obiedzie zabraliśmy z pokoi nasze rzeczy, oddaliśmy klucze i każdy udał się w swoją stronę.

Tak zaczął się dla mnie następny, fascynujący okres pobytu. Otóż organizatorzy warsztatów załatwili nam możliwość zwiedzenia GSO w Nowym Jorku. Naszym tłumaczem oraz przewodnikiem była Irenka. Jej znajomość historii a nawet jej kulisów, sposób przedstawiania czyniły tę wyprawę niezwykle udaną. Następnie Irenka zaprosiła nas do Akron. Gościliśmy u niej dwa dni i mogliśmy zwiedzić prawie wszystko to co miało związek z powstaniem AA. Bardzo wzruszającym momentem było dla mnie zwiedzenie domu dr Boba. Wypiłem kubek kawy w jego kuchni. Zobaczyłem szpital, gdzie doktor Bob pracował. Byłem w hotelu Mayflower w Akron. To stamtąd Bill W dodzwonił się do Henrietty Sieberling, która zorganizowała pierwsze spotkanie założycieli AA. Zobaczyłem tę stróżówkę, miejsce pierwszego spotkania dr. Boba i Billa W. Niezwykłym, dla mnie przeżyciem był mój udział w mityngu pierwszej na świecie grupy AA w Akron. Środa godzina 20.00 czułem niezwykłą więź z obecnymi uczestnikami oraz z tymi co prawie 85 lat temu się spotykali na tej grupie. Serdeczność z jaka nas przywitano oraz radość uczestników z tego, że przyjechaliśmy do nich z tak daleka dopełniała ten magiczny obraz. Później zobaczyłem dom Grupy Oksfordzkiej, do której przynależał dr. Bob. Trudno sobie wyobrazić powstanie wspólnoty AA bez jej historycznego kontekstu. Podczas pobytu zwiedziłem wiele miast, byłem w Kanadzie nad wodospadem Niagara. Wziąłem udział w trzech mityngach polskojęzycznych grup, w dwóch z nich miałem spikerkę.

Przyjeżdżając do domu, do Szkocji byłem innym (mam nadzieję, że lepszym) człowiekiem niż wyjechałem. To co zobaczyłem, co przeżyłem na trwałe wpisało się w moje życie. Poznałem wielu Przyjaciół, którzy są dla mnie największą wartością tej wyprawy. Nie będę ich tu wymieniał, ale jestem o ich sile przekonany. Stare przyjaźnie się pokrzepiły nowe, zaś zawiązały. Ubogaciłem się o następnego podopiecznego. Kilka osób obiecało, że przyjedzie w październiku do Szkocji na 25-lecie polskojęzycznej Wspólnoty AA. To wszystko co opisałem jest tylko małą częścią tego co przeżyłem i doświadczyłem na przestrzeni ostatniego czasu. Widzę tutaj ścisły związek pomiędzy realizacją programu AA oraz jego OBIETNICAMI. Od wielu lat spływa na mnie łaska, której już nie staram się zrozumieć, ale ją przyjmować. Tak bardzo jestem szczęśliwym, że mogę być sługą. Tadeusz - Stirling.