„12 Kroków i co dalej?”

 

Właśnie co skończyłem pracę nad 12-toma krokami z moim

sponsorem. Spotykamy się na Skypie co niedziela od 10-ciu miesięcy i właśnie ostatnie spotkanie było tą „ostatnią niedzielą”. Było bardzo miło, wzruszająco, składaliśmy sobie nawzajem podziękowania, gratulacje, pojawiły się nawet łzy wzruszenia. Gdy zamknąłem laptop, doznałem uczucia ulgi, dobrze spełnionego obowiązku i pewnej błogości, jak po zdaniu matury czy wstępnego egzaminu na studia!

Były gratulacje rodziny: moja kochana żonka i córka szczególnie się cieszyły, bo są w programie i robią kroki

w Al-Anon i DDA, więc wiedzą  czego gratulować, babcia i dziadek w programie nie są, ale też się cieszyli, bo wszyscy się cieszyli! W tym stanie dobrze zrobionej roboty, u nas mówią: „good job”, dotrwałem do mitingu, gdzie podzieliłem się swoim sukcesem z przyjaciółmi z AA. Ogólnej euforii na sali nie było, szczególnie zaś jej nie zauważyłem u tych, co programu w ogóle nie robią.

Kiedy następnego dnia rano przy goleniu spojrzałem w lustro, to stwierdziłem, że żadnej aureoli wokół mojej głowy nie ma, trąby niebieskie nie grają, a do roboty trzeba zasuwać jak co dzień i na nowo mierzyć się z tą niełatwą przecież amerykańską rzeczywistością (w Polsce macie dużo lepiej        , same długie weekendy i urlopy po 3 tygodnie, kto to słyszał?...).

Nie wiem czy każdy po zrobieniu 12 tu kroków wszedł na chwilkę na taką różową chmurkę jak ja, może warto się tym podzielić, ale zapewniam was, że jest to uczucie bardzo miłe!

Jest tylko małe „ale”: to ma być właśnie tylko chwilka. Jak będzie ona trwać zbyt długo, to zacznie to pachnieć nadmiernym zadowoleniem z siebie, fałszywą dumą a stąd tylko mały kroczek do egocentryzmu. Jestem alkoholikiem i choć w siódmym kroku prosiłem Boga w pokorze, aby zabrał mi moje braki i wady, to wiem jak łatwo mi do nich czasami wrócić, szczególnie do tych „ulubionych”.

Zrobienie 12 kroków ze sponsorem jest tylko pewnym etapem w moim życiu, a świadomość ostatniego 12- go kroku, którego kwintesencją jest miłość do drugiego człowieka, ale miłość płynąca przeze mnie od samego Stwórcy i pozwalająca mi poznawać Jego wolę i ją wypełniać, między innymi przez bezinteresowne pomaganie innym, nakłada  na mnie niejako obowiązek działania! Podobno rekin, gdy przestaje pływać i ruszać płetwami to umiera, ja mam być takim rekinem (tylko nie ludojadem oczywiście...), który jest w ruchu! Służba na grupie, praca z podopiecznymi, wychodzenie na zewnątrz, to wszystko pozwala mi ten ruch utrzymać. Jednak nie mogę przy tym wszystkim zapominać o moich najbliższych. Wprowadzanie programu w życie to także wyprowadzenie go z sal mityngowych do mojego domu, pracy, środowiska ludzi nie związanych  z AA. Jak parzę kawę na spotkaniu, to mam ją parzyć i w  mojej kuchni, jak walczę o jedność Wspólnoty to tak samo mam walczyć o jedność i szczęście swojej rodziny!

Aby jednak ten ruch rekina i moje codzienne starania szły we właściwym kierunku, to muszę o ten kierunek pytać codziennie, na kolanach, największego nawigatora mojego życia, mojego Boga i starać się płynąć kursem, który mi poda.

Mam  do tego 11- ty krok, codzienną modlitwę i medytację.

Łatwo jest być wdzięcznym Bogu i rozumieć Jego wolę,

gdy wszystko się dobrze, tzn. według i mojej woli, układa! Dzieci są zdrowe i dobrze się uczą, żona szczęśliwa i zawsze uśmiechnięta, pracy dużo i kasa się zgadza. Wystarczy jednak, aby choćby jeden element z tej układanki się  rozleciał i wtedy jakże ciężko jest mi to wolę Bożą zrozumieć! Zaraz pytam: dlaczego??!! Moje modlitwy, gdy piłem były pełne po brzegi tego „dlaczego”, gdy zacząłem trzeźwieć pytałem „dlaczego” przez małe „d”, po zrobieniu programu ze sponsorem staram się nie pytać w ogóle. Wiem, że mój Bóg jakkolwiek Go pojmuję, moja Siła Wyższa, ma plan na moje życie, a moim zadaniem jest pozwolić Mu go zrealizować.

Przez pytania: dlaczego, przez użalanie się nad sobą, niedowiarstwo, ja Mu nie daję wprowadzić tego planu w życie. W trzecim kroku nie tylko oddaję kierownicę życia w Jego ręce, ale mam uwierzyć, czyli zaufać, że jest to jedyny i najlepszy kierowca, a nie z tylnego siedzenia podpowiadać Mu jak ma jechać! W 12X12 na stronie 33 jest mądre zdanie: „Wiara oznacza zaufanie, niestawianie się”.

Jeszcze jedna ważna sprawa, przez 12 kroków przeprowadził mnie sponsor, któremu całkowicie zaufałem, którego na mojej drodze postawiła Siła Wyższa, opisałem kiedyś tą historię, który był moim duchowym przewodnikiem po programie i który jest teraz moim  przyjacielem. Każdemu takiego splotu wydarzeń na drodze do trzeźwości życzę!

Po krokach przyszedł czas na tradycje! Już wkrótce razem z moim przyjacielem sponsorem się za nie zabieramy, a potem kolej na koncepcje!

Na początku zadałem pytanie: 12 kroków i co dalej?

 Dalej mam nieść TO posłanie, które poznałem przy realizacji kroków i stosować zasady programu we wszystkich moich poczynaniach. Mam to robić, jak potrafię najlepiej, wsłuchując się w Wolę Boga i próbować wprowadzać ją w życie.

 

Pozdrawiam z Pensylwanii, Czarek alkoholik.