TRADYCJA 2

 

 „Dla naszego grupowego celu istnieje tylko jedna ostateczna władza – miłujący Bóg, tak jak może wyrażać Siebie w naszym grupowym sumieniu. Nasi liderzy są tylko zaufanymi sługami, oni nie rządzą”.

 

Gdy zagłębiałam się w znaczenie Tradycji 2 przeglądając potrzebną do tego literaturę, przeczytałam w jednej z publikacji, że Tradycja ta ma mnie obronić przede mną samą. Dotknęło mnie to zdanie i sprawiło, że zaczęłam się nad nim głębiej zastanawiać. To prawda, iż mimo że każdego dnia powierzam swoje życie i wolę opiece Boga, łapię się jeszcze na tym, iż wydaje mi się, że nadal jestem panią swojego losu, że mam wszystko pod kontrolą i wszystkim kieruję, wiem wszystko najlepiej… Dlatego dziś mam zgodę na stwierdzenie, że Tradycja 2 jest moją tarczą obronną. Ma mnie ochronić przede mną, zwłaszcza przed moim jeszcze wybujałym ego, pychą         i innymi wadami. Ma też ochronić przed moimi wadami drugiego człowieka. Mam uważać i stale weryfikować, by moje zalety bohatersko – przywódcze nie zamieniać w wady z niekorzyścią także dla całej wspólnoty AA – z bardzo mocnym zastrzeżeniem, że nie ja nią rządzę. „Zrzucenie”            z siebie odpowiedzialności, że to nie ja jestem „kierownikiem” wspólnoty AA pozwala mi ze spokojem odetchnąć i być we właściwym dla siebie miejscu tu i teraz.

Bardzo długi czas myliłam ze sobą dwa pojęcia: służba i funkcja. Uświadomił mi to jeden przyjaciel z AA. To prawda, że wypełnianie jakiegoś zadania (nie tylko w AA) kojarzyło mi się zawsze z byciem „na świeczniku”, z pewnego rodzaju prestiżem i władzą, dlatego na początku mojego zdrowienia z alkoholizmu tak mocno dążyłam, by podejmować „służby” – najlepiej wszystkie równocześnie, aby być zauważoną, docenioną i pochwaloną. Znów próbowałam zasłużyć sobie na uwagę, a w głębszym znaczeniu na miłość… Kiedy postawiłam Kroki Programu moja służba wygląda już inaczej, ponieważ zmieniło się moje wewnętrzne nastawienie do niej.

Coraz bardziej chcę być użyteczna dla Wspólnoty, tak spontanicznie, bez oczekiwań. Im mniej widoczna jestem – tym chyba lepiej… zaczynam tak to odczuwać. Im bardziej wnikam w  struktury AA, tym więcej widzę cichej, mozolnej pracy, a mniej „światowego” poklasku i prestiżu. Taki odwrócony trójkąt. Im „wyżej” tym potrzeba więcej pokornej służby nieoczekującej zauważenia i ludzkiego zachwytu.

Biorąc udział w niektórych spotkaniach sumienia grupy (szczególnie na grupie macierzystej) uczę się wypowiadać swoje zdanie, zgodne ze swoim sumieniem, jednocześnie ucząc się słuchać wypowiedzi innych, często tym samym pozwalając sobie otwierać się „na nowe”. Dzięki temu mogę bardziej świadomie brać udział we współdecydowaniu o naszej grupie. Dzisiaj z uwagą słucham drugiego człowieka, także gdy ma odmiennie od moich spostrzeżenia. Uczy mnie to szacunku, cierpliwości i tolerancji wobec siebie i innych. Otwiera wciąż jeszcze chorą głowę na rzeczywistość poza nią i pokazuje, że „moje” (albo inaczej „najmojsze”) nie zawsze jest najlepsze, choć zdarza się czasem, że bywa... co nie jest moją zasługą (dziś już o tym wiem), tylko Bożą łaską, która oświeca i kieruje moje myślenie. Ode mnie zależy, czy skorzystam z tej łaski czy nie.

Tradycja 2 pozwala mi również mieć właściwe odniesienie do Autorytetów, gdzie przez czas picia miałam z tym wielki problem. Droga 12 Kroków, którą każdego dnia na nowo staram się podążać pokazuje mi, że Autorytetem jest dla mnie Siła Wyższa, mój miłujący Bóg, do którego ideału każdego dnia staram się przybliżać. Wiem, że tego ideału tu na ziemi nie osiągnę, co            w pewien sposób uwalnia mnie od chorego dążenia do pedanterii i perfekcjonizmu. Choć fizycznie nie widzę Swojego Autorytetu to objawia się On w szczególny sposób we wspólnocie AA, Sponsorce, w drugim Alkoholiku. Przemawia również przeze mnie i dla mnie w sercu, moim sumieniu. Dziś nie boję się już, że człowiek może mnie zawieźć, bo nadzieję opieram w Sile Wyższej, mając wręcz pewność, że Bóg nigdy mnie nie zawiedzie.

W życiu codziennym Tradycja ta uczy mnie żyć w zgodzie z Siłą Wyższą, z drugim człowiekiem i samą sobą. Uczy mnie szacunku do drugiej osoby, otwierania się na jej świat,            z poszanowaniem jego praw i wolności, z uwzględnieniem wolności i praw własnych. Uczy mnie nie przeforsowywania swoich prawd, narzucania na siłę swoich wizji, zdań i poglądów.

Jest także praktycznym sposobem przekładania Kroku 2 i 3 na każdy dzień. Chociażby obecna sytuacja z koronawirusem pokazuje mi jak niewiele ode mnie zależy, jak na niewiele wydarzeń mam wpływ. Mogę mieć na nie wewnętrzną akceptację (Bożą łaskę), mając świadomość, że świat jest taki, jaki być powinien lub chcąc „robić dalej za Boga” bez końca się tym boksować      i nie mieć na to zgody. Tradycja ta uczy mnie coraz lepiej żyć w przyjaźni z otaczającą mnie rzeczywistością, dając na nią akceptację w myśl zasady: „Żyj i pozwól żyć innym”.

                                                                                             

                                                                                                   Ania AA